czwartek, 21 listopada 2013

Przytulnie

Cisza. 
Na początku wystrzał, gotowi do startu - pędzą do końca semestru. Nagle się okazało, że już dwudziesty pierwszy listopada, dużo się osiągnęło, ale mało się miało czasu na myślenie z prawdziwego zdarzenia.
Jeszcze mniej się pisało, żeby nie powiedzieć, że nic. 
Odświeżam stronę krótkim postem. W końcu, kiedy już mam dla siebie cały dzień i wieczór, jestem tak otumaniona i senna (mimo ucięcia sobie wcześniej trzygodzinnej drzemki), że marne próby pracy nad milionem luźnych zdań w szkicowanych postach spełzają na niczym.
A ja i tak się cieszę. Z pracowitych tygodni i z tego momentu teraz, w świeżutko posprzątanym mieszkaniu, przejedzona tartą pomidorową, w cieple i w listopadowym przycupnięciu pod kołdrą. 
I tak, cisza, ale znajdę czas.
Muszę znaleźć. 
Bo przecież - czy jest coś ważniejszego?

3 komentarze:

  1. Dokładnie ... też tak mam. Cały tydzień wyjęty z życia - ale gdy już znalazłem chwilkę dla siebie to jestem tak padnięty, że nie ogarniam niczego. Ajj....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dzis jestem właśnie padnięta... jestem padnięta... od jakiegoś czasu każdego ranka... oczy odmawiają mi posłuszeństwa, a właściwie powieki... cholewy same się zamykają nie bacząc wcale iż to raptem 9.00 rano a Madziulka potrzebuje mojej uwagi...
    Było lato , nie miałam czasu, jest prawie zima, mam czas a nie chce mi się... wielu rzeczy. Ale może dobrze, że mogę sobie na to niechciejstwo pozwolić, bo może się szybko skończyć...
    O czym my w ogóle rozmawiamy???

    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, właśnie o to chodzi! :D
      Madziulka?

      Usuń