sobota, 7 grudnia 2013

Kwestie naturalne

Była tam, nareszcie. Nasza wyspa. Naprawdę nasza wyspa. Wyglądała przepięknie, wyłaniając się z wieczornych mgieł. Zawsze cieszyłam się na jej widok, a później - z rozrzewnieniem wspominałam.
                                                                                  ***
Za pierwszym razem po prostu się na niej rozbiliśmy. Nie ukrywam, że płakałam, i że byłam przerażona. Niby młodziutka, lecz życie nigdy mnie jakoś szczególnie nie rozpieszczało. Jednak przeszła rzeczywistość w porównaniu z tą – zupełnie nagą i dziką – jawiła się niemalże jak słodki i beztroski sen, którego przerwanie wydawało mi się okropnie brutalne. Pozbawiona znanych mi ozdobników natura dodatkowo rozpalała mój wstyd – w tych do bólu realnych warunkach, zdana na siebie, nie wiedziałam co robić.
Dobrze, że on - obejrzawszy wszystkie sezony „Zagubionych” – wiedział ode mnie trochę więcej. I że w nim, samcu, w dużej mierze zachował się pierwotny instynkt samozachowawczy.
 I tak przedzieraliśmy się – zduszeni dżunglą, mokrzy od potu.
                                                                                   ***
 Dziwna przygoda skończyła się szybciej, niż mogłam się spodziewać. Wprowadziła jednak dużo zamieszania w mojej głowie – nie wiedziałam, co myśleć, wspomnienia własnej niepewności i niezdarności prześladowały mnie z uczuciem zażenowania. On tymczasem zdążył już przemielić swój wcześniejszy strach i uformować z niego chęć powrotu. W przeciwieństwie do mnie czuł się pewnie i w miarę, jak ja starałam się po prostu nie rozgryzać tamtej historii, on wykorzystywał ją jak dumną tarczę i nosił na twarzy w zadowolonym uśmiechu. Niedługo czekałam, aż przyznał, że chciałby tam wrócić. Kochaliśmy się, stawialiśmy na kompromisy – więc wracaliśmy.
                                                                              ***
 Było tak, że odkrywałam coraz więcej kolorów, egzotycznych roślin, owoców i ptaków. Wszystko wydawało się żywsze niż na początku, barwy nasycone do maksimum, rozkoszne zapachy. Wyspa dyszała moim podnieceniem.
 Więc jeśli było u nas szaro-buro. Albo jeśli było słonecznie. To zabieraliśmy się na wyspę i jęczeliśmy w ekstazie.
                                                                         
                                                                              ***
 Urodziłam i to był chłopiec. Postanowiliśmy nazwać go po ojcu mojego ojca, chociaż ledwo go pamiętam, bo po ojcu ojca prędzej niż po ojcu, mogłam się w dzieciństwie spodziewać czułego gestu. Gładził mnie po głowie.
                                                                               ***
 Zanim zdążymy utonąć razem w powodzi kaszki i pieluchach – tonę sama. Nie ukrywam, że popłakuję i że jestem przerażona.
 Na strach przynajmniej mam mniej czasu niż ostatnio, na trasie dom matki – praca - sklep – dom matki – mój dom. Dobrze, że chociaż matka, powstrzymawszy się zarówno od komentarza, jak i współczucia, z karcącym spojrzeniem bierze odpowiedzialność za małego.
                                                                                 ***
Pcham wózek trochę mniej atrakcyjna – nigdy nie byłam – i zbieram plastikowe zabawki w piaskownicy. Czasami próbuję wrócić na wyspę, ale samej jest doprawdy gorzko.
Teraz krótka przerwa, podczas której czytelnik ma czas na wykrzywienie warg w smutnym, współczującym grymasie. I na danie upustu agresji myśląc o mężczyźnie, który skrzywdził naszą bohaterkę i uchylił się od konsekwencji wspólnych zabaw, tym samym prawdopodobnie czyniąc ją do końca życia zapartą w romantycznej goryczy i z łezką w oku.
Pocieszę was jednak! To wcale nie pierwszy a drugi mężczyzna, na którym się tak silnie się zawiodła. Chyba więc – w głębi duszy – musiała się tego spodziewać, nauczona doświadczeniem (podświadome wyciągnie wniosków ze zdarzeń nazywane jest u kobiet „intuicją”). A skoro już raz się zdarzyło, i skoro się spodziewała, to teraz – ciężko, bo ciężko – podniesie się na nogi.
Uwaga, podnosi się.


Zdarza się, że gdzieś mnie tam zaproszą – koleżanki jeszcze ze studiów licencjackich, które kiedyś tam jakoś skończyłam. I tak się akurat składa, że zapraszają też poczciwego bruneta o niedźwiedziej fizjonomii, którego czarne oczy iskrzą się w uśmiechach do mnie.
To bardzo miłe, myślę, odbierając małego z rąk matki znacznie później tego samego wieczora.
                                                                                    ***
On ma inne serce, tak wyszło, że dla mnie lepsze. Zabiera mnie w różne miejsca, czasem naprawdę zaskakujące.
Jest taki jeden wieczór, kiedy w skromnym mieszkanku nocuje kolega mojego malca. Regał dzieli salon na naszą część i na kącik, w którym śpią chłopcy. Oboje mają już po osiem lat. Niedźwiedź się trochę rozlał, a ja, przyznaję, również jestem jakby bardziej obła. Leżymy na kanapie, on włączył telewizor. Brad Pitt w filmie z gangsterami, on patrzy. A ja mu wciskam białe udo  między nogi i lekko drapię. Właśnie teraz obudziła się chęć do powrotu do kolorowych ptaków i smaku kokosowego mleka. Powrotu na wyspę dzikości, taką jak wtedy. Staram się ze wszystkich sił. A on – trochę pobłażliwy uśmiech. Krępuje się, bo nie wiadomo, czy dzieci faktycznie śpią. Tak mnie irytuje ciągłym odmawianiem, że w końcu wstaję, każe wstać jemu i zapalam światło. Śpią jak zabici, nie widzi?
Z ociąganiem daje się przekonać. Bierze mnie, w sumie to już nie wiem, gdzie.

Dwojako. Obie wersje są równie rzeczywiste.

A.
Gdy się budzę po tych kilkunastu latach i patrzę w sufit, zanim pójdę obudzić małego, który dawno przestał być mały, pierwszy raz od bardzo dawna daję sobie chwilę na zastanowienie. Sufit jest naprawdę porażająco biały, co to za głupia myśl, pewnie, że jest. Wstanę już – czas rozpocząć kolejny dzień jako kobieta w schemacie – żona, matka, księgowa.
W łazience odbija mi się w głowie echo wcześniejszej myśli – kobieta?
Patrzę w lustro, wyglądam przeciętnie, ale widzę się jeszcze gorzej. Nic nie mam ze swojej kobiecości oprócz comiesięcznej frustracji (po co się w ogóle przypomina?). A w zasadzie to – codziennej frustracji. Rutyny. Dobrze, że nie jestem ambitna, bo tym bardziej nie spojrzałabym sobie w oczy. Mamy wybudować z Niedźwiedziem dom, zastanawiam się, co to zmieni.
O wyspach i innych miejscach – dla jasności – nie myślę wcale. To część przeszłego życia, w którym nie pamiętam, o co chodziło. (Pamiętam, pamiętam, pamiętam!) Spuszczam zaszklone spojrzenie.
B.
Gdy się budzę po tych kilkunastu latach i patrzę w sufit, zanim pójdę obudzić małego, który dawno przestał być mały, pierwszy raz od bardzo dawna daję sobie chwilę na zastanowienie. Sufit jest naprawdę porażająco biały, prosty, patrzenie na niego kojarzy mi się z bawełnianą teksturą pościeli, z ciepłem oddechu śpiącego obok Niedźwiedzia. Myślę sobie – dobrze się potoczyło. Dzisiaj w nocy znowu nam się udało. Nie zdarza się tak często jak kiedyś, ale doceniam te pojedyncze razy, które zwykle – co najlepsze – wypadają bardzo spontanicznie. Mam poczucie poprawności rodzinnych relacji między naszą trójką. Poprawności na pięć, w sumie. Wstanę już – nie mam za wiele czasu na rozmyślania. Chyba, że za kilka lat.
                                                                                     ***
Wybudowaliśmy dom, w końcu. Szkoda, że syn za rok na studia, nie nacieszy się.
--------------------------------------------------------
Zbyt prosto o złożoności emocjonalnej całkiem nieskomplikowanej kobiety.
Proszę o rozumne odczytanie tytułu. Nie chodzi o pojmowanie ,,naturalnego'', jako ,,prymitywnego'', ,,mniej rozwiniętego'', tylko o ,,normalnego'', ,,nieuniknionego'', i przede wszystkim: ,,jak najbardziej na miejscu''.

Pozdrawiam, K.
Może uda mi się sklecić coś świątecznego? Chciałabym, lubię święta.

23 komentarze:

  1. Zaczęło mnie zastanawiać jak piszesz ręką prawą. Równie zgrabnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze czekam jeszcze na jakiś konkret, wielki minus czy plus całego tekstu, którego dopatrzył się czytelnik.

      Usuń
  2. Tekst napisany bardzo po mojemu, nie ukrywam że byłem pod wrażeniem. Zaintrygował mnie juz sam początek. Bardzo to wszystko plastyczne, czytając zupełnie nieświadomie przestałem zauważać że to Twój tekst, interpretowałem go sobie po swojemu...No może tylko ten Pit taki zbyt oczywisty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja piszę o jak najbardziej oczywistych rzeczach!

      Usuń
  3. Nie czuję tego. Wątki niby stanowiące spójną całość, ale postrzępione i za bardzo skrócone. I te komentarze dotyczące tekstu - za dużo tłumaczenia, jakby bohaterka potrzebowała dodatkowego adwokata, a czytelnik nie miał prawa dopowiedzieć sobie kilku rzeczy, bo wszystko jest mu podane na tacy.
    Choć tekst ma potencjał, czuję niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyślałam już troszkę Twój komentarz, dam sobie mimo wszystko więcej czasu na zastanowienie, chociaż wstępnie wydaje mi się, że niczego pod jego wpływem nie zmienię. Wszystkie opisane przez Ciebie zabiegi zastosowałam z premedytacją.
      Może to kwestia gustu?
      W każdym razie, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za szczerość.

      Usuń
    2. Zawsze staram się być szczera. To z pewnością kwestia gustu. To, co dotrze do mnie, może nie dotrzeć do setki innych ludzi. Jeśli zabiegi były zastosowane z premedytacją, to widocznie tak właśnie miało być. Mój niedosyt to tylko niecierpliwość i oczekiwania na ciąg dalszy.

      Usuń
    3. Pięknie i dyplomatycznie.
      Nie martw się, następny tekst będzie pewnie o czymś zupełnie innym i zupełnie inaczej napisany. Chodzi przede wszystkim o eksperymentowanie.

      Usuń
    4. Dziękuję, starałam się :P
      Czekam więc na coś nowego. Eksperymenty zawsze są najciekawsze. O to właśnie w życiu chodzi, żeby próbować wszystkiego i sprawdzać, co się nam podoba, a co nie.

      Usuń
  4. Nie wiem, chyba za bardzo skomplikowane dla mnie, ehehe. Komplikowanie prostych rzeczy jest trudne, ale może czasem potrzebne, żeby pokazać nawet nie innym, tylko sobie, że to wszystko może być niezwykłe?

    A ja już nie chcę dostawać niczego. Ani motyli, ani listów, ani... tak, frustracji, masz rację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi o komplikowanie prostych rzeczy, ani o udowadnianie komukolwiek, co jest niezwykłe. Chodzi o "kwestie naturalne" (jak w tytule). O to, że seks jest bardzo istotną częścią NORMALNEGO, ZDROWEGO trybu życia, jest potrzebą być może prymitywną, ale jeśli się już uciekamy do tak pejoratywnych określeń, to proszę bardzo - nazwijmy potrzebę zaspokajania głodu czy pragnienia równie prymitywnymi. Że seks lub jego brak wpływa znacznie na ludzką psychikę.
      Żadnych wzniosłości. Nie potrzeba też więc lepszej bohaterki dla opowiadania niż "kobieta przeciętna".
      Myślę, że gdybyś wczytała się uważnie raz jeszcze, wszystko byś zrozumiała, wbrew pozorom ten tekst jest naprawdę nietrudny. Nie chcę do niczego zmuszać, absolutnie. Po prostu, jeśli kiedyś znajdziesz chwilkę, myślę, że warto się nad tym zastanowić.

      Usuń
  5. Ciężko napisać coś świątecznego by nie czuć było banałów w powietrzu liter. Wiem co mówię. Sam teraz popełniłem tekst jak najkrótszy i jak najmniej analityczny by możliwie uniknąć banałów.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może postaram się zmierzyć z tym banałem.
      Mimo wszystko nie jest to myśl przewodnia tekstu. ;)

      Usuń
  6. Będziesz kontynuować pisanie tego bloga ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej. Brakuje tylko odwagi przy wyborze tematyki, stad lekki zastój. Jakieś komentarze a propos posta?

      Usuń
  7. Witaj :) W związku ze zmianą w regulaminie ocenialni Opieprz [punkt 2 regulaminu dla zgłaszających się], piszę z zapytaniem, czy nadal jesteś zainteresowany/a oceną. Wiele blogów, które są w naszej kolejce, jest opuszczonych a autor nie czeka na ocenę. Postanowiliśmy więc te blogi z kolejek usunąć. Bardzo proszę o odzew na mail corkatsw@gmail.com z wiadomością o tytule „ocena aktualna - adres bloga". Na wysłanie takich maili przewidujemy dwa tygodnie czasu tj. do 12. czerwca bieżącego roku. Po tym czasie blog zostanie usunięty z kolejki.
    Pozdrawiamy, załoga Opieprzu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj :)
    Chcemy przesiać z naszych kolejek blogi, których Autorzy nie czekają już na ocenę, bo opuścili swoją stronę. Piszemy więc do każdego Autora, na którego blogu ostatni post sięga roku 2013. Proszę o maila potwierdzającego, czy jesteś zaintesowana/y oceną. Na odzew czekamy tydzień, czyli do dwudziestego lutego, potem blog z kolejki zostanie usunięty.
    Mail: corkatsw@gmail.com

    Opieprz

    OdpowiedzUsuń
  9. Minęło 2,5 tygodnia, blog został usunięty z kolejki Zoltana :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Umiesz pisać, nie marudź!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tylko rób to częściej;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajny tekst, miło się czytało :)

    http://owcewgorach.pl/ moją pasją!
    Pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda że na blogu nic się nie dzieje bo czytało się go bardzo fajnie. Jeżeli ktoś szuka dirt rally download to zachęcam do odwiedzenia mojej strony.

    OdpowiedzUsuń